Kategorie: Wszystkie | (1)CR | (2)Real Madryt | (5)Strzelcy PD | (6)LM | MŚ 2010 | Popularne
RSS
wtorek, 22 kwietnia 2014

FC Koeln jest na najlepszej drodze do upragnionego powrotu do Bundesligi. W składzie popularnych "Koziołków" mamy dwóch reprezentantów Polski - Sławomira Peszkę i Adama Matuszczyka

Klub z Kolonii pożegnał się z Bundesligą w 2012 roku i jego zadaniem był jak najszybszy powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej w Niemczech. Poprzedni sezon był jednak dla kibiców FC Koeln bardzo rozczarowujący, ponieważ "Koziołki" nie potrafiły wywalczyć sobie awansu już w pierwszym sezonie po spadku. Obecnie trwające rozgrywki to już całkowicie inna postawa drużyny. FC Koeln z Adamem Matuszczykiem i Sławomirem Peszką w składzie radzi sobie doskonale i pewnie kroczy po awans do pierwszej ligi. "Koziołki" obecnie liderują w 2.Bundeslidze z bezpieczną ośmiopunktową przewagą nad drugim miejscem. Jeszcze jesienią w składzie klubu z Kolonii mieliśmy trzech Polaków, ale Kacper Przybyłko został w styczniu wypożyczony do Arminii Bielefeld. W styczniu również został potwierdzony transfer innego Polaka - Pawła Olkowskiego, który już w lipcu przeniesie się z Górnika Zabrze do FC Koeln. Wszystko wskazuje na to, że Olkowski trafi do klubu z Bundesligi, ponieważ klub z Kolonii jest absolutnym faworytem do wygrania mistrzostwa drugiej ligi. 

Mimo, że FC Koeln gra w 2. Bundeslidze to grający tam obecnie Polacy mają spore problemy z regularną grą w pierwszym składzie. Adam Matuszczyk w 29. kolejkach zaledwie dziesięć razy wychodził w podstawowej jedenastce.

Równie słabo wyglądają bilanse Sławomira Peszki, który latem przeniesie się do włoskiej Parmy. Były piłkarz Lecha Poznań ma na koncie dziewięć meczów w podstawowym składzie.

sobota, 15 marca 2014

Nie ma co ukrywać – każdy z nas, fanów Realu Madryt, już dziś myśli o Klasyku. Przed meczem z Barceloną, który w kategorii istotności ma niewątpliwie największą notę, Królewscy muszą jednak zagrać dwa inne spotkania. Starcie z Málagą będzie jednak ważniejsze niż to z Schalke, bowiem drużyna Ancelottiego zacznie dziś od wyniku 0:0 i nie może pozwolić sobie na wpadkę. Musi te gole strzelać.

Na szczęście Real Madryt bezproblemowo rozprawił się z Schalke na wyjeździe, dzięki czemu jutro Ancelotti nie musi zastanawiać się, kto powinien odpocząć – wolne dla kilku piłkarzy przyjdzie pewnie dopiero we wtorek. Tym razem trzeba wytoczyć najcięższe działa – BBC z przodu, Xabiego i Modricia w środku czy Pepego i Carvajala w obronie. Sporą przeszkodą przed intensywnymi tygodniami może być kontuzja Álvaro Arbeloi. Hiszpan pokazywał się z dobrej strony, wymieniając się miejscem w składzie z Danim Carvajalem. Wydaje się, że to właśnie canterano sprowadzony przed sezonem z Bayeru Leverkusen rozpocznie dzisiejszy mecz w pierwszej jedenastce, a na mecz z Schalke jego miejsce przejmie Nacho, który „może grać na wszystkich pozycjach w obronie”, jak powiedział Carlo Ancelotti.

Królewscy są w dobrej lub bardzo dobrej formie. Z Levante pokazali czym jest kontrola boiskowych wydarzeń, wcześniej zaliczyli małe potknięcie z Atlético, i tak wywożąc z Calderón cenny punkcik, oraz pokonali (chociaż to spory eufemizm) Schalke. Włoski szkoleniowiec Blancos raz za razem przypominał i przypomina o kontroli i równowadze, ale w zeszytach dziennikarzy przed takim meczem jak dziś pojawia się kolejne słowo-klucz: „motywacja”. Ancelotti zapewnia jednak, że z tym nie będzie problemu.

Jeszcze w zeszłym sezonie starcie Málagi z Realem Madryt byłoby bez wątpienia hitem kolejki. Andaluzyjczycy zmienili się jednak niemal o 180 stopni. W klubie nie ma już Sebastiána Fernándeza, Javiera Savioli, Júlio Baptisty, Martína Demichelisa, Jérémy’ego Toulalana, Isco, Joaquína czy Manuela Iturry. Zespół z La Rosaleda stracił też trenera, Manuela Pellegriniego. Za Chilijczyka w Máladze pojawił się Bernd Schuster. Drużyna z nim nie osiąga jednak zbyt dobrych rezultatów (14. miejsce w tabeli), dlatego Niemiec już wkrótce może wylecieć, tak jak chcą tego kibice krzyczący co jakiś czas na La Rosaleda: „Schuster, vete ya!” (z hiszp. „precz”).

Pisząc o Schusterze, trzeba przypomnieć też jego przygodę z Realem Madryt w latach 2007–2008. Niemiec zdobył mistrzostwo Hiszpanii w pierwszym sezonie, ale w drugim, po serii kilku wpadek i słowach „wygrana z Barceloną nie jest możliwa” wyleciał z Madrytu. Teraz nie popełnił tego samego błędu i przed starciem z Królewskimi nie grał w żadne gierki słowne i po prostu przyznał: „Nie mamy nic do stracenia, możemy więc być na tyle mężni, na ile nam się spodoba. Wcale nie jestem pesymistą”.

Każdy mecz w lidze jest warty trzy punkty – trudno o bardziej oczywiste sformułowanie. Warto jednak, żeby Królewscy zapisali sobie je na szafkach w szatni i w tunelu na La Rosaleda. Zwycięstwo będzie oznaczać całkiem przyjemny handicap przed starciem z Barceloną, do którego Real Madryt podejdzie jako faworyt. Nie tylko jako faworyt Klasyku, ale i tytułu ligowego. Żeby jednak o tym rzeczywiście móc myśleć, a przede wszystkim mówić, trzeba dziś wykonać swoje zadanie.

realmadryt.pl

poniedziałek, 03 marca 2014

Cristiano Ronaldo odrzucił ofertę FC Barcelona tuż przed tym, jak został piłkarzem Realu Madryt - ujawnił były prezydent "Królewskich" Ramon Calderon.

Portugalski piłkarz trafił do Realu z Manchesteru United w 2009 roku za rekordową sumę 94 mln euro. W Madrycie Ronaldo został wielką gwiazdą, a niedawno odebrał Złotą Piłkę dla najlepszego piłkarza 2013 roku.

Jak powiedział Calderon w rozmowie z "talkSPORT", były menedżer Manchesteru United Sir Alex Ferguson próbował zachęcić piłkarza do przejścia do Barcelony, ale Ronaldo odmówił.

Reklama

 

- To cała prawda. Ferguson przez parę tygodni próbował powstrzymać go przed przejściem do Realu, zachwalając mu Barcę - stwierdził były prezydent "Królewskich".

- W Barcelonie już się cieszyli, ale przełomowym był moment, gdy Ronaldo powiedział: Nie pójdę do żadnego innego klubu niż Real Madryt - wyjawił Calderon.

Jak powiedział dalej, wszyscy byli zadowoleni z podpisania umowy.

- Manchester United dostał 94 mln euro, Real Madryt otrzymał najlepszego piłkarza świata, a Cristiano też dostał, czego chciał. Piłkarze tacy jak on nie patrzą tylko na pieniądze, ale chcą chwały, szansy walki o najwyższe trofea, by zostać najlepszymi na świecie - powiedział Calderon.

Ronaldo zdobył 22 bramki w 21 ligowych spotkaniach tego sezonu. Ma też na koncie 11 bramek w rozgrywkach Ligi Mistrzów.

- Cristiano jest najlepszy na świecie, ponieważ każdego dnia jego obsesją jest być najlepszym. Zawsze chce być lepszy niż dzień wcześniej - kontynuował Calderon.

- Zawsze mówiłem piłkarzom, przychodzącym do Realu, że to najtrudniejszy okres w ich karierze, ponieważ każdy, kto gra przeciw Realowi, daje z siebie 150 proc., żeby wygrać.

Jak powiedział były szef "Królewskich", "to bardzo ważne dla młodych graczy, żeby zrozumieli, jak ważna jest każda chwila w pracy nad tym, by stawać się najlepszym. To jest tajemnica sukcesu Ronaldo".



Czytaj więcej na http://sport.interia.pl/barcelona-real/news-calderon-cristiano-ronaldo-odrzucil-oferte-fc-barcelona,nId,1114629?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Portugalski piłkarz trafił do Realu z Manchesteru United w 2009 roku za rekordową sumę 94 mln euro. W Madrycie Ronaldo został wielką gwiazdą, a niedawno odebrał Złotą Piłkę dla najlepszego piłkarza 2013 roku.

Jak powiedział Calderon w rozmowie z "talkSPORT", były menedżer Manchesteru United Sir Alex Ferguson próbował zachęcić piłkarza do przejścia do Barcelony, ale Ronaldo odmówił.

Reklama

 

- To cała prawda. Ferguson przez parę tygodni próbował powstrzymać go przed przejściem do Realu, zachwalając mu Barcę - stwierdził były prezydent "Królewskich".

- W Barcelonie już się cieszyli, ale przełomowym był moment, gdy Ronaldo powiedział: Nie pójdę do żadnego innego klubu niż Real Madryt - wyjawił Calderon.

Jak powiedział dalej, wszyscy byli zadowoleni z podpisania umowy.

- Manchester United dostał 94 mln euro, Real Madryt otrzymał najlepszego piłkarza świata, a Cristiano też dostał, czego chciał. Piłkarze tacy jak on nie patrzą tylko na pieniądze, ale chcą chwały, szansy walki o najwyższe trofea, by zostać najlepszymi na świecie - powiedział Calderon.

Ronaldo zdobył 22 bramki w 21 ligowych spotkaniach tego sezonu. Ma też na koncie 11 bramek w rozgrywkach Ligi Mistrzów.

- Cristiano jest najlepszy na świecie, ponieważ każdego dnia jego obsesją jest być najlepszym. Zawsze chce być lepszy niż dzień wcześniej - kontynuował Calderon.

- Zawsze mówiłem piłkarzom, przychodzącym do Realu, że to najtrudniejszy okres w ich karierze, ponieważ każdy, kto gra przeciw Realowi, daje z siebie 150 proc., żeby wygrać.

Jak powiedział były szef "Królewskich", "to bardzo ważne dla młodych graczy, żeby zrozumieli, jak ważna jest każda chwila w pracy nad tym, by stawać się najlepszym. To jest tajemnica sukcesu Ronaldo".



Czytaj więcej na http://sport.interia.pl/barcelona-real/news-calderon-cristiano-ronaldo-odrzucil-oferte-fc-barcelona,nId,1114629?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Portugalski piłkarz trafił do Realu z Manchesteru United w 2009 roku za rekordową sumę 94 mln euro.

Czytaj więcej na http://sport.interia.pl/barcelona-real/news-calderon-cristiano-ronaldo-odrzucil-oferte-fc-barcelona,nId,1114629?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

- To cała prawda. Ferguson przez parę tygodni próbował powstrzymać go przed przejściem do Realu, zachwalając mu Barcę - stwierdził były prezydent "Królewskich".

- W Barcelonie już się cieszyli, ale przełomowym był moment, gdy Ronaldo powiedział: Nie pójdę do żadnego innego klubu niż Real Madryt - wyjawił Calderon.

Jak powiedział dalej, wszyscy byli zadowoleni z podpisania umowy.

- Manchester United dostał 94 mln euro, Real Madryt otrzymał najlepszego piłkarza świata, a Cristiano też dostał, czego chciał. Piłkarze tacy jak on nie patrzą tylko na pieniądze, ale chcą chwały, szansy walki o najwyższe trofea, by zostać najlepszymi na świecie - powiedział Calderon.

Ronaldo zdobył 22 bramki w 21 ligowych spotkaniach tego sezonu. Ma też na koncie 11 bramek w rozgrywkach Ligi Mistrzów.

- Cristiano jest najlepszy na świecie, ponieważ każdego dnia jego obsesją jest być najlepszym. Zawsze chce być lepszy niż dzień wcześniej - kontynuował Calderon.

- Zawsze mówiłem piłkarzom, przychodzącym do Realu, że to najtrudniejszy okres w ich karierze, ponieważ każdy, kto gra przeciw Realowi, daje z siebie 150 proc., żeby wygrać.

Jak powiedział były szef "Królewskich", "to bardzo ważne dla młodych graczy, żeby zrozumieli, jak ważna jest każda chwila w pracy nad tym, by stawać się najlepszym. To jest tajemnica sukcesu Ronaldo".

sport.interia.pl

Portugalski piłkarz trafił do Realu z Manchesteru United w 2009 roku za rekordową sumę 94 mln euro. W Madrycie Ronaldo został wielką gwiazdą, a niedawno odebrał Złotą Piłkę dla najlepszego piłkarza 2013 roku.

Czytaj więcej na http://sport.interia.pl/barcelona-real/news-calderon-cristiano-ronaldo-odrzucil-oferte-fc-barcelona,nId,1114629?utm_source=paste&utm_medium=pasteutm_campaign=firefox
Portugalski piłkarz trafił do Realu z Manchesteru United w 2009 roku za rekordową sumę 94 mln euro. W Madrycie Ronaldo został wielką gwiazdą, a niedawno odebrał Złotą Piłkę dla najlepszego piłkarza 2013 roku.

Czytaj więcej na http://sport.interia.pl/barcelona-real/news-calderon-cristiano-ronaldo-odrzucil-oferte-fc-barcelona,nId,1114629?utm_source=paste&utm_medium=pasutm_campaign=firefo
Portugalski piłkarz trafił do Realu z Manchesteru United w 2009 roku za rekordową sumę 94 mln euro. W Madrycie Ronaldo został wielką gwiazdą, a niedawno odebrał Złotą Piłkę dla najlepszego piłkarza 2013 roku.

Czytaj więcej na http://sport.interia.pl/barcelona-real/news-calderon-cristiano-ronaldo-odrzucil-oferte-fc-barcelona,nId,1114629?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=fire
wtorek, 30 lipca 2013

Wszyscy zastanawiają się, kto i jak może powstrzymać w nowym sezonie Bundesligi Bayern Monachium. Głównym rywalem Bawarczyków ma być oczywiście Borussia Dortmund.

Podopieczni Jurgena Kloppa na koniec minionego sezonu mieli ogromną stratę do
liderów z Monachium. Między Bayernem a BVB była przytłaczająca, największa w
historii przewaga 25 punktów. Oprócz tego Bawarczycy strzelili o 17 goli więcej (98) i co najważniejsze, aż o 24 mniej (18) stracili.

Głównym zadaniem dla trenera Kloppa przed nowym sezonem jest poprawa gry
defensywnej swojego zespołu. Każdy kto dobrze pamięta dwa razy z rzędu zdobyte mistrzostwa przez BVB to wie, że Borussia Dortmund traciła wtedy zdecydowanie mniej bramek. W sezonie 10/11 zaledwie 22, natomiast 11/12 to tylko 25 straconych bramek.

Jak więc nawiązać walkę z Bayernem? Borussia musi po prostu najpierw wrócić do swojej doskonałej gry w Bundeslidze sprzed półtora czy dwóch lat i jeszcze do tego dołożyć coś ekstra. Zadanie wydaje się być trudne, zwłaszcza, że Borussia Dortmund w minionym sezonie posmakowała co to znaczy Liga Mistrzów i kto wie, czy znów na niej nie skupią się głównie piłkarze Jurgena Kloppa.

Każdy kibic Borussii i Bundesligi musi więc liczyć na to, że BVB do nowego sezonu ruszy z wielką ambicją i chęcią walki o mistrzostwo. Tylko taka postawa piłkarzy z Dortmundu może zapewnić nam naprawdę ciekawy i interesujący sezon w Niemczech. Jeżeli będzie inaczej, to losy mistrzostwa mogą być przesądzone już po rundzie jesiennej.

Królewscy odbyli pierwszy trening w Los Angeles i rozpoczęli przygotowania do meczu z LA Galaxy. Po raz pierwszy z całym zespołem pracowali Casillas, Ramos, Marcelo, Arbeloa i Jesé. Na siłowni pozostał Illarramendi. Warto dodać, że zajęcia obserwował David Beckham, który wcześniej odwiedził drużynę w hotelu.

Po rozgrzewce 23 piłkarzy z pola wykonało dodatkowe ćwiczenia fizyczne, w których trzeba było między innymi pokonywać płotki. Następnie trenerzy wprowadzili nowość - beep test. Piłkarze wykonywali zadania, które za pomocą komend wydawał program informatyczny. Na koniec grupa pracowała z piłkami. Villiam Vecchi zajął się bramkarzami - Casillasem, Lópezem, Jesúsem i Mejíasem.

Więcej zdjęć z tej sesji możecie znaleźć na oficjalnej stronie klubu.

Następne treningi: Dzisiaj, wtorek o 10 czasu lokalnego (19 w Polsce) i 17 czasu lokalnego (2:00, środa, w Polsce)
Mecz: 2 sierpnia, piątek, 4:30 czasu polskiego (czwartek, 19:30 czasu lokalnego), Phoenix, przeciwko LA Galaxy. 

realmadrid.pl

niedziela, 03 marca 2013

Przed rozpoczęciem dzisiejszego spotkania, wiadomo było, że jego stawka nie będzie porównywalna do tego rozegranego w środę. Można się było spodziewać, że szkoleniowcy albo zupełnie odmienią wyjściowe składy, albo uczynią to chociaż po części. Tak się też stało, jednakże niewielu zakładało, że dzisiejszy mecz na ławce rozpocznie Cristiano Ronaldo. Jeszcze mniej osób wierzyło w grę od początku Álvaro Moraty.

Od samego początku meczu można było zauważyć jego „niedzielną” otoczkę. Królewscy nie byli ani tak zmotywowani, ani zwarci, jak to zwykle bywa w meczach z Blaugraną. Podobnie strona przeciwna. Łatwo było zauważyć, że dzisiaj miejsca do gry na boisku było zwyczajnie więcej. Mimo to statystyki posiadania piłki najpewniej wskazują wyraźną przewagę Barcelony, bowiem to ona częściej utrzymywała się przy piłce. Nic z tego jednak nie wynikło.

Pierwsza bramka dla gospodarzy padła po bardzo przytomnej kontrze. Piłkę na lewym skrzydle otrzymał Morata, zerwał się do przodu i bardzo szybko dośrodkował do Benzemy. Temu pozostało tylko dostawić nogę, Valdés zaś nie miał jakichkolwiek szans. W kolejnych minutach Real trochę przysnął, czego wynikiem była kontra Barcelony i bramka. Nie padła ona po jakiejś skomplikowanej kontrze, ale po jednym dograniu ze środka boiska do Messiego, który znajdował się na granicy spalonego. Argentyńczyk złapał piłkę już w polu karnym i mając przed sobą tylko Ramosa i Diego Lópeza gładkim strzałem w krótki róg nie dał temu drugiemu szans. Czy obrońcy Realu mogli zachować się w tej akcji lepiej? Nie chcę mówić o całej linii obrony, skupiając się zaś na Ramosie trudno poddać go jednoznacznemu wyrokowi. Stał przed nim Messi, w pozycji umożliwiającej mu złamanie w drugą stronę, czy strzał po długim słupku, sytuacja była ciężka i niestety, ale Sergio nie dał rady.

Do drugiej połowy oba zespoły podeszły bez zmian. Jednak w miarę jak oblicze meczu się nie zmieniało i brakowało groźnych sytuacji, José Mourinho postanowił wprowadzić na boisko graczy fundamentalnych dla ekipy Realu. Najpierw w okolicach sześćdziesiątej minuty na boisko weszli Sami Khedira i Cristiano Ronaldo, odpowiednio za Karima Benzemę i Kakę. Oznaczało to, że Morata dostaje szanse na dogranie spotkania do końca, moim zdaniem była to decyzja trafna, o czym dalej. Później na boisko wszedł też Arbeloa, zastępując Fábio. Szczególnie widoczny był wpływ Cristiano. Co prawda nie strzelił dzisiaj bramki, ale wyjątkowo dobrze „siedziały” mu strzały z rzutów wolnych. Dwa razy Barcelonę uratował Valdés, innym razem, już po wyjściu na prowadzenie Realu, słupek.

Druga bramka dla Realu padła po strzale głową z rzutu rożnego oddanym przez Sergio Ramosa. Bardzo dobrze dośrodkowywał Modrić, ale i tak trzeba oddać Sergio, że udało mu się idealnie trafić w piłkę mimo asysty Piqué i Mascherano.

Trzeba też odnotować, że pod koniec spotkania arbiter nie odgwizdał karnego dla Barcelony, co wywołało pretensje jej zawodników. Najwięcej widział swoim zdaniem Valdés, który od razu po gwizdku wystąpił do arbitra z pretensjami i w konsekwencji dostał czerwoną kartkę. Ostatecznie najwięcej krzyku wywołał ten, który obserwował sytuację z bez mała dziewięćdziesięciu metrów.

Na osobny akapit zasłużył też Morata. Co prawda zmarnował okazję po doskonałym dograniu zewnętrzną częścią stopy Pepe, ale i tak dzisiejsze mecz może zaliczyć na plus. Kilka razy stracił piłkę, widać też, że mimo dużej szybkości, nie dysponuje doskonałym przyśpieszeniem i musi się zwyczajnie rozpędzić. Jednak patrząc dzisiaj na niego można było odnieść wrażenie, że jest już w zupełności gotowy do gry przeciwko ligowym rywalom i wystawianie go przeciwko Granadzie, czy Mallorce, nie będzie wcale dużym ryzykiem.

Jak traktować ten mecz w obliczu spotkania z Manchesterem? Jako dobry czy zły prognostyk? Z jednej strony znów strzeliliśmy bramkę po stałym fragmencie gry i jak pisałem wyżej akurat w tej sytuacji niski wzrost piłkarzy Barcelony nie odegrał roli, na dodatek kryjący Ramosa grali w przeszłości w Premier League. Znowu jednak straciliśmy bramkę w dość łatwy sposób po bardzo prostej kontrze. W obliczu tego, że na Old Trafford będziemy musieli przebywać na połowie przeciwnika o wiele częściej niż dzisiaj, Mourinho musi bacznie zwrócić na to uwagę. Dobrze też, że Cristiano Ronaldo jest obecnie w pełni formy, bo nikogo nie będziemy potrzebować bardziej niż jego. 

realmadryt,pl

środa, 27 lutego 2013

Real Madryt w znakomitym stylu pokonał Barcelonę 3:1 i zagra w finale Pucharu Króla. Królewscy wyeliminowali bezradną dzisiaj Blaugranę. Przed meczem, jak zawsze, rozpisywano się o pojedynku Cristiano Ronaldo z Lionelem Messim. Dzisiaj gwiazda Portugalczyka błyszczała najjaśniej, a występ Argentyńczyka najlepiej podsumował Jacek Laskowski, który powiedział, że gdyby ktoś nie oglądał tego spotkania, mógłby zapytać: Czy gra Messi?

Dzisiaj należy wyróżnić cały zespół. Cristiano dwukrotnie uciszył Camp Nou, ale przy drugiej bramce ogromny udział miał Di María, który z dziecinną łatwością ograł Puyola. Barcelona po raz kolejny przekonała się o sile madryckiego kontrataku. Jakby tego było mało, bramkę po rzucie rożnym zdobył Varane. Pamiętacie, co Francuz powiedział po pierwszym meczu? Dziennikarze zapytali go czy strzeli gola w rewanżu. Raphaёl odpowiedział: Czemu nie? Zapewne jego radość z Mourinho pozostanie w pamięci kibiców.

Na sam koniec Alba strzelił bramkę na otarcie łez i pożegnanie z Pucharem Króla. W finale zagra Real Madryt, który w pełni na to zasłużył. Trudno było się spodziewać, że Królewscy rozbiją dzisiaj Barcelonę, ale jak się ma w składzie najlepszego piłkarza na świecie, wszystko jest możliwe. Cristiano był dzisiaj wielki, Varane był wielki, cały Real Madryt był wielki! Sir Alex Ferguson pewnie cieszył się z bramek Portugalczyka, lecz może się obawiać starcia w Lidze Mistrzów po tym, co zobaczył. Ale póki co, cieszmy się ze zwycięstwa i awansu! ¡Hala Madrid!

Barcelona – Real Madryt 1:3
0:1 Cristiano Ronaldo 13’ (rzut karny)
0:2 Cristiano Ronaldo 57’
0:3 Raphaёl Varane 68’
1:3 Jordi Alba 89’ 

realmadryt.pl

niedziela, 24 lutego 2013

W meczu 25. kolejki Primera División na El Riazor Real Madryt wygrał z Deportivo La Coruña 2:1. Bramkę dla gospodarzy po błędzie Diego Lópeza strzelił Riki, zaś goście odpowiedzieli trafieniami Kaki i Gonzalo Higuaína.

Mourinho wie, że przed Królewskimi trzy bardzo ważne mecze, z których aż dwa z nich mogą być ostatnimi w rozgrywkach o Puchar Króla i w Lidze Mistrzów. Na ławce pozostali piłkarze absolutnie kluczowi dla Realu - Sami Khedira, Mesut Özil i Cristiano Ronaldo, a do A Coruñi z resztą zespołu nie wybrali się Karim Benzema i Xabi Alonso. Piłkarze, którzy zastąpili tę piątkę w pierwszej połowie spisywali się albo słabo, albo bardzo słabo. Spotkanie nie przypominało starcia ostatniej drużyny w tabeli z mistrzem kraju. Niezbyt pewnie grał Diego López, który poza winą przy błędzie kilka razy zachował się dość dziwnie i wrócił strach sprzed miesięcy, kiedy między słupkami stał Iker Casillas. Kilka razy były bramkarz Sevilli ratował jednak Real, a defensorzy notowali naprawdę bardzo słabe zawody. Pepe i Carvalho raz za razem byli ogrywani przez Pizziego czy Rikiego, którzy tworzyli sporo zagrożenia w okolicach pola karnego Królewskich. Na swoim poziomie niestety grał także Di María, który bił rekordy niecelnych podań z rzędu w jak najkrótszym czasie. Zbyt łatwo piłki tracił i tak nieaktywny Modrić, wyjątkowo nieskuteczny był Callejón, a walczący o klasyk Higuaín był widoczny właściwie tylko po starciach z rywalami, kiedy piłka była poza grą.

Druga połowa dość długo nie zapowiadała zmian, przynajmniej jeśli chodzi o wynik. Niezłą sytuację miał Callejón, dobry strzał oddał Marcelo, ale wynik się nie zmieniał. Przed sześćdziesiątą minutą Mourinho musiał dać znak, przynajmniej swoim piłkarzom, że nie można odpuścić Ligi. W bój posłał Cristiano, Özila i Khedirę, a gra Królewskich dość szybko się zmieniła. Real coraz chętniej atakował, na dużo wyższy poziom wszedł Kaká, Callejón biegał od jednej linii do drugiej, był bowiem ustawiony jako lewy obrońca. Wreszcie na niemal 20 minut przed końcem meczu świetny, techniczny strzał oddał Kaká. Może zapomnieć, jak dryblować, może zapomnieć, jak posyłać prostopadłe podania, jakimi obdarowywał partnerów w Milanie, ale takie strzały wciąż bardzo często trafiają do bramki rywala. Dwie minuty przed końcem Brazylijczyk udowodnił, że nawet o znakomitych podaniach jednak nie zapomniał. Znakomicie obsłużył aktywnego Cristiano, Portugalczyk wyłożył piłkę Higuaínowi, a Argentyńczyk bez problemów wszedł z piłką do bramki.

Królewscy nie zaprezentowali się wybitnie, pierwsza połowa stała na poziomie wczorajszego meczu, o którym wspominaliśmy w zapowiedzi. Na szczęście w drugiej połowie Real Madryt zagrał lepiej niż Deportivo, Lechia Gdańsk czy Polonia Warszawa i do samego końca dążył do zwycięstwa. Świetne zawody rozegrał Kaká, odpowiednie ożywienie w szeregi całej drużyny wniósł Cristiano. Najbardziej niestety zawiódł Di María, który dostał czerwoną kartkę i nie zagra w ligowym starciu z Barceloną. Mourinho dał jednak sygnał, że nie można odpuszczać Ligi zbyt ewidentnie, a jego zmiany przyniosły oczekiwany rezultat – przede wszystkim zmotywował wszystkich zawodników do atakowania bramkarza Deportivo. Trudno powiedzieć, że Real Madryt zdał egzamin przed Klasykami i United, ale druga połowa, w której Real miał atakować, skończyła się pomyślnie dla Mourinho i spółki.

Deportivo La Coruña – Real Madryt 1:2 (1:0)
1:0 Riki 35'
1:1 Kaká 73'
1:2 Higuaín 88'

Deportivo: Aranzubia, Sílvio (25' Bergantiños), Marchena, Kaká (58' Vázquez), Ayoze, Abel Aguilar, Assunção, Bruno Gama, Valerón, Pizzi, Riki (75' Olivieira).
Real Madryt: Diego López; Arbeloa, Pepe, Carvalho, Marcelo (57' Özil); Essien (57' Khedira), Modrić (57' Cristiano); Di María, Kaká, Callejón; Higuaín.

realmadryt.pl

sobota, 23 lutego 2013

Występujący już ponad trzy i pół roku na hiszpańskich boiskach Cristiano Ronaldo nie zdobył bramki tylko na dwóch stadionach Primera Division. Jednym z nich jest obiekt Riazor w La Coruna, na którym Real Madryt zagra w sobotę z Deportivo.

Cristiano Ronaldo
fot. AFP

Królewscy zmierzą się tego dnia z drużyną z hiszpańskiej Galicji, w której występuje aż dziewięciu portugalskich graczy. Do 11 lutego jej szkoleniowcem był inny rodak Cristiano Ronaldo – Domingos Paciencia, którego po zaledwie sześciu tygodniach pracy zwolniono za brak wyników.

Przed spotkaniem Realu z zamykającym tabelę Deportivo portugalscy statystycy przypominają, że w dotychczasowych występach na pierwszoligowych boiskach w Hiszpanii Cristiano Ronaldo strzelił już bramki na wszystkich stadionach, na których występował, z wyjątkiem Murcii i właśnie La Coruni.

Spośród 28 boisk Primera Division, na których grał portugalski napastnik, najwięcej goli zdobywał on na obiekcie Pizjuan w Sewilli. Ronaldo pokonał tam miejscowego bramkarza aż siedmiokrotnie.

W 124 meczach rozegranych na hiszpańskich boiskach po swoim przejściu z Manchesteru United do Realu latem 2009 r. portugalski piłkarz strzelił dotychczas 136 goli. Podczas swojego pierwszego sezonu uzyskał 26 bramek, zaś w kolejnych zaliczył odpowiednio 40 i 46 trafień. W obecnych rozgrywkach Portugalczyk ma ich już 24.

Cristiano Ronaldo znajduje się obecnie na szóstym miejscu klasyfikacji najlepszych snajperów w historii Realu Madryt oraz na 26. w Primera Division.

onet.pl

środa, 20 lutego 2013

W meczu 24. kolejki Primera División Real Madryt wygrał z Rayo Vallecano 2:0. Bramki dla Królewskich strzelili Álvaro Morata i Sergio Ramos. Od 18. minuty Real musiał sobie jednak radzić bez autora drugiej bramki, który w mniej niż 60 sekund dostał dwie żółte kartki i musiał opuścić murawę. Mimo wszystko Królewscy skupili się na obronie i Rayo nie mogło stworzyć zbyt wielu klarownych sytuacji.

Początek meczu to szybkie uderzenie aktywnych dziś Kaki i Mesuta Özila. Akcja dwójki ofensywnych pomocników zakończyła się bramką Moraty, który niespodziewanie dostał dziś szansę od pierwszych minut. Królewscy szturmowali w pierwszym kwadrancie bramkę Rubéna i zasłużenie już po kilku kolejnych minutach prowadzili 2:0. Znów dobrą piłkę zagrał Özil, a świetnie w polu karnym zachował się Sergio Ramos, który pewnym strzałem podwyższył wynik meczu. Warto dodać, że to siódmy gol wicekapitana Królewskich z rzędu, przy którym asystą popisuje się właśnie niemiecki pomocnik. Prawy obrońca Realu dość szybko jednak mógł stać się antybohaterem meczu. Za zupełnie niepotrzebny faul i zagranie piłki ręką w minutę dostał dwie żółte kartki i wyleciał z boiska. Mourinho był zmuszony wprowadzić na boisko kolejnego obrońcę i zdjąć strzelca pierwszej bramki. Królewscy wyraźnie oddali pole gry rywalom, którzy nie potrafili jednak przebić się przez mur z Varanem na czele.

O drugiej połowie właściwie można zapomnieć. Na boisku nie działo się właściwie nic godnego uwagi poza kilkoma przypadkowymi starciami, za które José Luis Paradas Romero często rozdawał kartki na lewo i prawo. Z niezłej strony pokazali się Özil i Kaká, którzy chętnie uczestniczyli w kontrach. Pewnie dość nieswojo czuł się Cristiano, który nie miał obok siebie typowej „dziewiątki”. Mecz stał na niezbyt wysokim poziomie, o czym świadczy choćby próba z dystansu Raúla Albiola.

Za nami mecz, o którym trzeba zapomnieć. Szybkie ciosy, zupełnie niepotrzebna czerwona kartka Ramosa i wyczekiwanie na końcowy gwizdek. Po stronie plusów można na pewno zapisać dobrą współpracę Özila i Kaki, a zwłaszcza dość dobrą formę tego drugiego. Królewscy bez większych problemów pokonali u siebie rewelację Ligi i nie pozwolili Atlético na powiększenie przewagi.

realmadryt.pl

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 59
Tagi